Niespokojny los storczyka, czyli o pomyślnym rozwiązaniu trudnych kwestii

 

Na początku sierpnia tego roku na stronie internetowej Stowarzyszenia oraz stronie gminy Łubowo pojawił się artykuł naszego autorstwa, opowiadający o zaskakującej historii występowania storczyka kruszczyka szerokolistnego przy drodze do Imielenka. W listopadzie tego roku stanowisko mogło przestać istnieć. Każdy kto myśli, że wymieranie populacji jest odległe będzie miał poniżej przykład tej nieoczywistości.

 

 

Prolog, czyli wiatr storczyki nosi

 

Rośliny potrafią podróżować na dalekie odległości. Wprawdzie nie przechadzają się po świecie krocząc z korzenia na korzeń, lecz najczęściej czyni to ich potomstwo. Wędrujące diaspory (nasiona, zarodniki) są dobrze przygotowane do dalekich eskapad, ale już cel takich lotów nie jest zaprogramowany. Lekkie nasiona wiatr może od rośliny macierzystej zanieść setki metrów. Potem się dziwić, że takiemu storczykowi leśnemu dzieci wpadają do przydrożnego rowu. A rów, jak to rów - kawał kośnej łąki z wiekszą wilgotnością w stosunku do otoczenia. Gdy jeszcze lipa rzuci trochę cienia, to pora wykiełkować nawet takim szlachetnym gatunkom jak storczyki na kasztelańskim przydrożu. Tylko taki storczyk, wcale nie wie, że część ludzi wolałaby wysłać go jak najdalej w rezerwaty, a inni cieszą się, że zawitał. A jak jeszcze wyrósł, gdzie nieplanowano, to będzie problem...

 

Postępu morze krajobraz zalać może

 

Z końcem października 2014 roku rozpoczął się długo wyczekiwany przez nas remont nawierzchni na odcinku drogi z Lednogóry do Imielenka. Przyda się poszerzyć drogę oraz załatać nagryziony zębem czasu asfaltowy dywanik. Odkrzaczyć co zakrzaczone? Także w tym przypadku nie problem! A co jeśli zabrać się za rowy... Dotarło do nas, że kłopot będzie z naszym storczykiem i jego kompanami, którzy oprócz nas i mieszkańców nie są znani zapewne ekipie remontowej na drodze. Potwierdziło się, że pogłębianie rowów kroczy w kierunku stanowisk kruszczyka, wilżyny i omana wierzbolistnego. Skoro są to gatunki chronione, a pora roku zdecydowanie nie na poszukiwanie kwitnących osobliwości, to uznaliśmy, że wypada poinformować o populacjach. Kierownik zalecił oznaczyć, więc oznaczyliśmy.

Warto wspomnieć, że artykuł o "Kruszczykowych Alejach" spotkał się z zaskakująco dużym odbiorem (ponad 2000 odsłon) oraz doczekał się m.in. wycieczek terenowych z najmłodszymi. Skoro to lokalny rarytas, to tym bardziej należy spojrzeć na niego łaskawie. Przez moment jednak los roślin był niepewny. Jednym ze scenariuszy był koniec istnienia "Kruszczkowych Alei" z chwilą oczyszczenia rowów wraz z mieszkańcami - kruszczykiem, wilżyną i omanem. Cieszymy się, że po uzgodnieniach udało się z 2 kilometrów poboczy pozostawić 37 metrów bezpiecznego azylu dla 3 stanowisk rzadkich w okolicy gatunków. Zarówno kruszczyk szerokolistny Epipactis helleborine jak i wilżyna ciernista Ononis spinosa to gatunki chronione wg Rozporządzenia z 2014 roku, natomiast oman wierzbolistny Inula salicina to przedstawiciel ginącej flory łąkowej z Czerwonej Listy Roślin Wielkopolski (Jackowiak i in. 2007). Nie wszędzie w Wielkopolsce takie gatunki rosną na zwykłym poboczu. Rośliny te należą do grupy rzadkich w okolicy, a na dodatek stanowią przykłady lokalnego dziedzictwa przyrodniczego. Większość stanowisk możemy tylko tracić, bo współczesne nadmierne przemiany krajobrazu nie dadzą szans na rozwój alternatywnych miejsc do zasiedlenia.

 

Epilog - ku pokrzepieniu i z nadzieją

 

Na potrzeby niezbędnej dokumentacji przedstawiliśmy Starostwu w Gnieźnie niezbędne informacje, które są podparciem argumentacji dla częściowego pozostawienia poboczy bez pogłębiania rowów na krótkich odcinkach. Co to oznacza? Przytaczamy fragment naszego pisma:


Imielno, 12 listopada 2014 r.

"Z pobocza drogi na odcinku z Lednogóry do Imielenka na terenie niezabudowanym znane są stanowiska gatunków roślin naczyniowych: Epipactis helleborine, Inula salicina, Ononis spinosa (załącznik 1.) Wskazane taksony występują w rowach przydrożnych w odległości 1-2 m od położonego w listopadzie tego roku asfaltu. Stanowiska ww. gatunków znajdują się w obniżeniu w stosunku do nawierzchni drogi, w związku z czym miejsca te nie generują zastojów wody na drodze. Obszar ten stanowi krawędź doliny rzeki Główny – teren opada kilka metrów na odcinku około pół kilometra. Dodatkowo w miejscu przecięcia wału ozowego skałę macierzystą stanowią przepuszczalne materiały piaszczysto-gliniaste i piaszczyste infiltrujące wody opadowe."


 

Obecnie po zakończeniu prac stanowiska są zabezpieczone, a droga została wyremontowana. Zatem wydaje się, że połączono co pozornie niepołączalne. Jesteśmy odpowiedzialni za ochronę naszego narodowego dobra, jakim jest cenna przyroda - gatunki, ekosystemy i krajobraz. Zbyt wiele jednak potencjalnie konfliktowych sytuacji inwestycyjnych kończy się brakiem zrozumienia tematu i zaniechaniem poszukiwania najlepszego rozwiązania. W krajach zachodnich (np. Holandia, Wielka Brytania), gdzie w wyniku gospodarki człowieka zniszczono unikatowy spadek w postaci dzikiej przyrody, trwają współcześnie państwowe programy ratowania resztek dziedzictwa przyrodniczego oraz próba częściowego przywracania tych bogactw. W przypadku reliktowych enklaw leśnych czy mokradeł często jest za późno, przez co nie da się już tego cofnąć.

 


"(...) Rozsądne zabezpieczenie wyspowych populacji cennych gatunków nie stoi w konflikcie z realizacją remontu nawierzchni. Miejsca notowania gatunków stanowią ułamkową część całości prac związanych z remontem przydroży. Pozostawienie siedlisk tych cennych gatunków na niewielkich fragmentach to także realizacja w praktyce idei zrównoważonego rozwoju oraz lokalnego patriotyzmu, gdzie najpełniej wiąże się zwiększanie dobrobytu z troską o nasze narodowe dziedzictwo."


 

Presja człowieka to często krok w jedną stronę. Kolejne pokolenia nie będą miały szans zobaczyć unikatowych zasobów przyrody w swoim otoczeniu. Po prostu nie wszystko da się odbudować. Jako organizacja społeczna staramy się poprzez przekazywanie wiedzy i postaw pozwolić lepiej zrozumieć czym jest troska o dziedzictwo ojczyste i zachwycić pięknem natury, która jest najbliżej bo tuż za naszym płotem. Cieszy nas, że mieszkańcy z którymi rozmawialiśmy, rozumieją sens takich działań. Jako duże społeczeństwo europejskie powinno stać nas na ochronę maleńkich ostoi cennej przyrody - naszego polskiego dziedzictwa. Dziękujemy, że w tym przypadku potwierdziło się, że na drodze współpracy można pogodzić inwestycje z opieką nad rzadkimi gatunkami. Mawia się, że miarą wielkości człowieka jest to, jak podchodzi do najmniejszych. Niech ta dewiza przyświeca nam także podczas myśli o krajobrazie Kasztelanii Ostrowskiej i wszelkim małym zielonym, skrzydlatym i pełzającym spotykanym na tych pięknych terenach.

 


Maciej Jędrzejczak z Zespołem